Udostępnij

PODSUMOWANIE MARATONU - jak moje przebiegnięcie może pomóc Tobie? :)

 

Zacznijmy od początku. Decyzję o starcie w maratonie podjąłem dopiero na 5 tygodni przed godziną zero. I dwa tygodnie później pojechałem na urlop. Brzmi ciekawie... Niektórzy powiedzą, mów dalej, a inni, że to głupota. Jak to wygląda z mojej strony? Już tłumaczę.

 

Bardzo lubię wyzwania. Bardziej niż komuś się może wydawać. Jeszcze bardziej lubię rywalizację. ZDECYDOWANIE bardziej niż komuś może się wydawać. Wiem, że jest mnóstwo ludzi, którzy panicznie boją się z kimś ,,walczyć", bo co jak przegram albo będę ostatni? Myślę nieco innymi kategoriami i rywalizacja/konkurencja wyzwala we mnie dodatkowe pokłady energii. A biegnąć maraton chciałem rywalizować... Sam ze sobą.

 

Dokładnie. Wiedziałem, że to trudne zadanie i że nie jestem dobrze przygotowany. Miałem 5 tygodni - z czego tydzień byłem na urlopie, a dwa tygodnie przed startem to już jest luzowanie gumy. Jakby tego było mało, 2-3 tygodnie przed biegiem zacząłem odczuwać problemy ze ścięgnem achillesa. Po jednym dłuższym wybieganiu, na drugi dzień miałem trudności z chodzeniem. Tak już bywa, ale to nie był wystarczający powód, żeby odpuścić. Nie pomagała myśl, że praktycznie nie jestem przygotowany i że nigdy w życiu nie biegłem więcej niż 22 km, po których byłem padnięty.

 

Poszedłem do fizjo, a potem 2 razy dziennie gorąca i lodowata woda na zmianę przed 5-10 minut - swoją drogą, to mój sposób na wiele problemów. Było coraz lepiej, więc jedyne co mogłem zrobić to zadbać o odżywianie i ładowanie węglowodanami - ale tylko na czuja, bo NIE CHCIAŁEM BYĆ PRZYGOTOWANY. Ale jak to?

 

Celem mojego startu było udowodnienie sobie, że bez względu na okoliczności, przygotowanie i ból jestem w stanie osiągnąć więcej niż mi się może wydawać. Wiedziałem, że będę cierpiał i ta perspektywa dosyć mocno mnie kręciła - tak wiem, jestem szurnięty. Do tej pory zero profesjonalnych treningów biegowych i żadnego doświadczenia z maratonem. Ale lecimy, lubię wyzwania.

 

Dzień przed biegiem było FAME MMA - lubię to oglądać i do 24:00 czas spędziłem przed laptopem. Trochę pomogła mi zmiana czasu, bo spałem godzinę dłużej. Ale problemu nie było, byłem przygotowany na cierpienie i już nie mogłem się doczekać. Bo w takich chwilach wyjdzie charakter, wola walki i psychika.

 

Wszyscy z którymi rozmawiałem mówili: w debiucie zejście poniżej 4 godzin jest sukcesem, więc na to się nastawiłem. Mówili również na 28-33 kilometrze złapie Cię ściana i będzie cierpienie - czekałem na to, żeby się sprawdzić.

 

Nie miałem zegarka, który mierzy ile biegnę na kilometr, bo nie było to dla mnie ważne. Celem było udowodnienie sobie, że da się przebić głową ścianę :)

 

Oczywiście podczas biegu popełniłem masę błędów. Jednym z nich było zbyt szybkie tempo, bo powinienem to bardziej rozłożyć. Do 30 kilometra podobno biegłem na 3:15 - tak mi mówili ludzie na trasie. Myślę sobie, chyba nieźle. Potem zaczęły się schody, ale nie jestem w stanie powiedzieć czy to faktycznie była ta ściana, o której wszyscy wspominali. Podobno w tym momencie siada głowa, być może pojawiają się myśli depresyjne, mówisz do siebie: po co ja w ogóle to robię i walczysz ze swoją głową. Dużo ludzi mówiło: jak głowa da radę to reszta też.

 

U mnie było nieco inaczej. Nie miałem żadnych problemów z psychiką i wydolnością. To co u mnie nawaliło to: moje nogi, a raczej ich słabość. Zrobiłem sobie test i przebiegłem treningowo półmaraton - nogi tak mnie bolały, że nie mogłem ustać. Po prostu zaniedbałem się trochę w tym aspekcie i doskonale wiedziałem, że to właśnie kończyny dolne będą po tym 30 kilometrze utrudniały temat. Chociaż wiem nad czym pracować. Podczas biegu uda bardzo mocno bolały, to samo łydki, odezwał się lekko achilles i w pachwiny łapały mnie skurcze. Głowa i płuca chciały, a nogi nie pozwalały. Gdy ktoś mnie wyprzedzał, chciałem depnąć, ale nie mogłem, bo łapały skurcze. Wyszedł brak przygotowania, urlop, na którym nie dbałem o siebie i to co wiedziałem, czyli nie tak mocne nogi, jak być powinny, ale nie było dużo czasu na poprawę tej sytuacji. Od 30 kilometra to była wegetacja i biegnięcie w ten sposób, żeby nie łapały skurcze. Po prostu do mety. Pomimo tego, że głowa chciała dużo więcej. I to był ten moment, na który czekałem. Step by step, wolno, nogi naprawdę bolały - nawet stopy.

 

Bieg kończę z czasem 3 godziny 36 minut i 43 sekundy. Myślę, że jak na debiut, brak przygotowania, późną decyzję o starcie i urlop 2-3 tygodnie przed jest to niezły wynik, ale czuję oczywiście niedosyt. Wiem, że jakbym naprawdę dobrze przepracował kolejne miesiące to jestem w stanie w drugim starcie pobiec na 3:15 - 3:20, ale nawet nie wiem czy jeszcze będę startował.

 

Kluczowa była dla mnie walka z samym sobą od 30 kilometra. To coś, na co czekałem i dlatego właśnie zdecydowałem się wziąć udział w maratonie. Gdyby ktoś powiedział mi: nooo maraton jest trudny, bo jest nudno i długo się biegnie to bym nie wystartował, bo nie byłoby tego czegoś, co mnie elektryzuje. Kręciła mnie walka z samym sobą i pokonanie słabości, które pojawiają się na trasie.

 

Dzięki temu, że to zrobiłem nie czuję się maratończykiem - he, to zdecydowanie zbyt mocne słowo. Czuję natomiast, że jestem w stanie zrobić dużo więcej niż mnóstwo ludzi, żeby zrealizować swoje cele. Wiem, że jak coś sobie wyznaczę to to zrealizuję. Potwierdzeniem był ten bieg. Słyszałem kiedyś fajny tekst: jeśli chcesz być twardy, musisz robić rzeczy twarde. Wiem też, że mnóstwo ludzi chowa głowę w piasek i szybko się poddaje. Ja udowodniłem sobie, że mogę. i pisze ten tekst, żeby powiedzieć Ci, że Ty też możesz. I nie musi to być maraton. Dla kogoś trudnością może być nie zjeść kostki czekolady, a dla kogoś innego przebiegnięcie biegu rzeźnika. Nieważne co jest dla Ciebie trudne - warto to zrobić, bo w przysłowiowej strefie komfortu, pierdząc w fotel i zajadając chipsy, zbyt dużo nie zdziałasz. A warto działać, bo życie jest zbyt krótkie, żeby być przeciętnym.

 

Dziękuję za przeczytanie i za poświęcony czas. Pamiętaj! Jeżeli chcesz zmienić coś w swoim życiu, to musisz... zmienić coś w swoim życiu.

NAPISZ DO MNIE I SKUTECZNIE ZMIEŃ SWOJĄ SYLWETKĘ

O kontakt proszę osoby zdecydowane.
Skontaktuje się z Tobą w ciągu 48 godzin.
  Help

Podopieczni Arkadiusza Czajkowskiego

FUNDACJA STUDIO FITLAB

ul. ul. TORUŃSKA nr. 156 lok., 85-023 Bydgoszcz,
KRS 0001238079
NIP 9532818786
REGON 544618351

trenerczajkowski@gmail.com

+48 665 843 156

Arkadiusz czajkowski